…opowieści Dziaduni:
oto pewna aktywistka szsp, nawet nie pamiętam, jak się nazywała – delegatka na jakiś kolejny zjazd tej (jednak zdecydowanie obcej mi ;-) Organizacji; którą fotografowałem dla „nowego medyka” — a nawet, o zgrozo! „przeprowadziłem z nia wywiad”. (była lekarzem i to starczało. nie miała chyba wiele do powiedzenia.)

.….….….….….….….….….….….….
z (również) jej powodu – zwolniłem się (w 1978, 79?) z pracy. ot, tak – nie wiedząc nawet, co dalej.
nasz „naczelny” – kazał mi zrobić tę rozmowę; choć to nie była moja działka – pisywałem o tzw. kulturze: o teatrze, kinie, o „śpiewajmy poezję” i takich tam ptaszkach.
inni – w ideologii.
(ja – w „nadbudowie” ;-)
mówił: nie musisz nawet tego podpisywać (swoim) nazwiskiem…
i w sumie był OK facetem; jest, bo żyje – ale mówię o pracy, w (tam-) tym; w SYSTEMIE…
powiedziałem: tak, andrzej – zrobię, ale po tym się zwalnim.
nie uwierzył chyba.
(traktowali mnie już wtedy nieco jak waryata ;-)
.….….….….….….….….….….….….
poszedłem, znalazłem dziewczynę, dość szybko (mieli chyba też rejestr wg „branż”.)
rozmowa, foto – na schodach do Filharmonii to chyba było — szybka akcja.
szło o odbębnienie; a nie o jakość…
podpisałem oczywiście, znaczy: nazwiskiem.
(swoim, a bo to była moja praca — a my, zawodowcy nie pękamy na robocie… wiadomo.)
i się zwolniłem.
.….….….….….….….….….….….….
w Peerelu końca gierka nie dawało się żyć, z duchoty. z malości wszystkiego…
no, chyba że kto miał talent; bo ja – nie.
.….….….….….….….….….….….….
ale chyba nie poszedł ten kadr, tylko podobny.
coby Krawat Organizacyjny – było widać.
mus był.
(chyba.)
.….….….….….….….….….….….….
i tak się – zawsze, imho – kończy państwowa dzialalność w Kulturze; nie krzykiem a…







mam wrażenie (graniczące z pewnością), że jest to aktualna pani prof. z uniwerka śląskiego;
to, że z usiu, to mnie trochę jakby muli, bo podejrzewam, że rozmowa była w stolycy
w stolycy.
Tradycyjnie zapytam — no i jaka puenta i co było w 2 odcinku?
nt. drugiego odcinka się nie wypowiadam!
co do puenty…
nie wiem, czy się nadaje, ale taka refleksja (refluksja?) mnie naszła, że wśród tych krawatów organizacyjnych niepokojąco dużo wallenrodów było;
jeśli dobrze rozpoznałem, to rzeczona pani jest teraz gdzieś w okolicach narodowych katolików (choć do moheru jej jeszcze daleko), podobnie zresztą jak jej ówczesny — mniej więcej — pan (towarzysz?), wołający w ’76 z zaciśniętą pięścią i rozwianym krawatem: robotnicy z radomia, jesteście warchołami!
muszę konsultacje społeczne przeprowadzić,
podobieństwo jest zdumiewające, ale ta stolyca i branża zupełnie mnie myli,
jest jeszcze taka możliwość, że Pan Makowski zrobią fotkę nie tej osobie, z którą wywiad przeprowadzał ;-)
to jest zawsze możliwe. My (= w Reżymowej prasie) <b<zawsze manipulowaliśmy pod płaszczykiem.
ps.
stolica — to nie problem (= w tym przyp.).
to był zjazd główny; ale delegaci (koledzy Dele gaci) — byli z calego kraju…
“a co tam u was towarzyszko w zyciu osobistym”
otóż to.
(a teraz każdy mówi, że nie krzywdził…)