|
Drugi album duetu Anita Lipnicka / John Porter „Inside Story” już w tydzień po ukazaniu się osiągnął rekordową sprzedaż – 32 tysięcy egzemplarzy. To fenomenalny wynik jak na nasz podupadający rynek fonograficzny. Sukces ten potwierdza światową tendencję. Płyty kupują obecnie głównie starsi odbiorcy.
Dziś to trzydziestoparolatkowie najczęściej kupują płyty- wykazały badania największych koncernów fonograficznych na świecie. Spowodowało to zmianę oferty muzycznej i pojawienie się nowych komercyjnych gatunków adresowanych do dojrzałych nabywców. Dawno minęły czasy, kiedy główną klientelą sklepów muzycznych była młodzież. Dziś młody człowiek kuszony jest tyloma dobrami konsumpcyjnymi, że trudno mu jest skoncentrować się wyłącznie na muzyce. Poza tym, popularny niegdyś rock przestał być muzyką pokoleniową. To rodzice dzisiejszych nastolatków utożsamiali go z buntem wobec świata dorosłych. Współczesny młodociany klient długo będzie się zastanawiał, czy wyda kieszonkowe na buntowniczy album hip-hopowy, nową grę komputerową czy modny ciuch.
Podstawowymi instrumentami komunikowania się młodego człowieka ze światem jest dziś telefon komórkowy i komputer. Jeśli już szuka nowego nagrania to nie wyrusza do sklepu lecz korzysta z Internetu. Ściąganie z sieci plików muzycznych nie stanowi dla niego żadnego problemu technicznego. Dla niego nowy przebój jest zaledwie chwilową atrakcją, której czas przydatności do spożycia jest liczony najwyżej w tygodniach. Pojawienie się technologii mp3, przenośnych cyfrowych odtwarzaczy i sklepów sprzedających piosenki on-line wywołało rewolucję, która właśnie nabiera rozmachu. Już teraz, jeśli szukamy nowej piosenki, nie musimy już kupować całej płyty. Wystarczy trafić na stronę jednego ze sklepów z muzyką i ściągnąć konkretny utwór. Tym samym na rynek powraca singel, choć w nowej wirtualnej formie, co sprawi, że w konsekwencji album zniknie.
Jest to absolutnie nie do przyjęcia dla starych kolekcjonerów. Dla nich album jest prawdziwą świętością. Wraz z sukcesem legendarnej płyty Beatelsów „Orkiestra Samotnych Serc Sierżanta Pieprza” z 1967 roku zrodziła się nowa wartość - album koncepcyjny. Nagle duża płyta nie była już tylko zbiorem luźno powiązanych piosenek, ale stanowiła spójną całość zarówno pod względem treści słownych, muzycznych jak i graficznej oprawy. Już pojawienie się kompaktu, 15 lat później, oceniono jako herezję. Znaczące zmniejszenie gabarytów płyty, było pierwszym krokiem do umniejszenia znaczenia albumu.
Stary fan rocka nie ma czasu ani chęci na ściąganie muzycznych plików z Internetu. Woli wejść do sklepu i spędzić w nim nawet sporo czasu zanim znajdzie intrygująca go płytę. W Wielkiej Brytanii nawet ukuto pojęcie „weekendowy pięćdziesięciofunciak” na określenie głównego klienta sklepów muzycznych. On szuka nie przebojów tylko albumów i to przede wszystkim wznowień. Wśród najchętniej obecnie kupowanych płyt w Stanach Zjednoczonych, w kategorii albumów katalogowych, znajdują się „Back In Black” AC/DC z roku 1980 (dotąd sprzedano tylko w USA 21 ml egzemplarzy) i „Dark Side Of The Moon” Pink Floyd z roku 1972 (15 ml). Ten ostatni album, z krótkimi przerwami, figuruje na liście magazynu „Billboard”, aż 1468 tygodni, czyli 26 lata! Co roku płyta znajduje kolejny milion nabywców na całym świecie.
Kryzys na rynku fonograficznym dotknął również pisma muzyczne. W Wielkiej Brytanii liczą się już tylko trzy miesięczniki, przy czym dwa z nich, „Uncut” i „Mojo”, są wyraźnie ukierunkowane na dojrzałych fanów. Znamienne, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy na okładkach obu z nich pojawił się tylko raz zespół, który należy do młodego pokolenia - White Stripes. Natomiast wydawcy wciąż umieszczają na pierwszych stronach wizerunki Boba Dylana, Rolling Stonesów, Beatlesów i muzyków Led Zeppelin.
Dla dorosłego kupującego, wychowanego w kulcie dla dużej płyty, istotne znaczenia posiada poziom wydawniczy. Chce by okładki kompaktów jak najlepiej odzwierciedlały obwoluty czarnych płyt winylowych, by książeczki zawierały ja najwięcej informacji i dołączone były dodatkowe archiwalne utwory. Liderem w produkcji tego typu wydawnictw jest amerykańska firma Rhino, a w Europie brytyjski Sancutary Group i niemiecki Repertoire. Również wielkie koncerny nie próżnują i coraz więcej uwagi poświęcają luksusowym wznowieniom albumów z kanonu rocka. Universal od pięciu lat wydaje z powodzeniem serię „Deluxe Edition”, a Sony „Legacy Edition”. Bój przebiega nie tylko na poziomie wydawniczym, ale dotyczy także samej jakości dźwięku. Na rynek wprowadzono, choć jak na razie z nienajlepszym skutkiem, nowe formaty SACD i DVD Audio, które w znaczący sposób podnoszą jakość zapisu dźwięku. W tym roku na amerykańskim rynku pojawiły się płyty Dual Disc, które posiadają zapis na każdej ze stron srebrnego krążka. Na jednej jest klasyczny zapis muzyczny, a na drugiej materiał video lub płyta nagrana w formacie sourround. Niebawem w naszych sklepach pojawi się pierwsze rodzime, komercyjne wydawnictwo audiofilskie. Wytwórnia EMI wyda płytę Kwartetu Śląskiego, który nagrał własne transkrypcje kompozycji Grzegorza Ciechowskiego.
Walka o dorosłego klienta nie odbywa się wbrew pozorom tylko wyłącznie na poziomie wspomnień i nostalgii. Niesamowity i przede wszystkim niespodziewany sukces komercyjny debiutanckiej płyty Norah Jones „Come Away With Me” z 2002 roku otworzył całkiem nowe możliwości przed przemysłem fonograficznym. Okazało się, że niepozorna, mało seksowna wokalistka, wykonująca stonowaną muzykę z poetyckimi tekstami może zawładnąć wyobraźnią milionowej publiczności. W odróżnieniu od rozbuchanych aranżacyjnie, zkomputeryzowanych produkcji z list przebojów, piosenki Norah działają na zupełnie inne emocje i trafiają głównie do odbiorców w średnim wieku. Do dziś w Stanach Zjednoczonych płyta sprzedała się w 10 milionach egzemplarzy. Natychmiast tą samą drogą poszli inni wykonawcy i na listach najlepiej sprzedawanych płyt doszło do rewolucji.
Okazało się że złotym środkiem do sukcesu stał się piosenkowy swing, którego złoty okres przypadał na lata 40 i 50 ubiegłego wieku. I tym razem zadecydował przypadek. Rod Stewart, którego kariera w latach 90. zmierzała ku upadkowi, w odruchu bezradności nagrał, co ciekawe również w 2002 roku, album „It Had To Be You...” ze standardami amerykańskiej piosenki. W odróżnieniu od wcześniej wydawanych płyt tego typu, choćby albumów Bryana Ferry, Stewart zamiast popisywać się swoimi wokalnymi możliwościami, piosenki po prostu „wyszeptał”. I album rozszedł się w kilku milionowym nakładzie. Rod idąc za ciosem nagrał z równym powodzeniem jeszcze dwie części „The Great American Songbook”. Śladami Stewarta poszli młody Kanadyjczyk Michael Buble i równie przystojny trębacz Chris Botti. Dzięki ich sukcesom wytwórnie odkryły komercyjny potencjał w smooth jazzie, lukrowanej, kawiarnianej odmianie jazzu. To nie przypadek, gdyż badania wykazały, ze głównymi odbiorcami płyt Norah Jones i Roda Stewarta są słuchacze powyżej 35 roku życia. To oni najchętniej kupują płyty określane mianem nastrojowych, romantycznych, eleganckich, zmysłowych czyli albumy, które doskonale brzmią w domowym zaciszu.
Nowe preferencje wśród kupujących płyty są jeszcze wyraźniej widoczne na ubogim polskim rynku fonograficznym. Okazuje się, że rodzimy klient sklepów muzycznych, pochodzi przeważnie z miast powyżej 200 tysięcy mieszkańców, jest zabiegany i nie ma czasu na śledzenie aktualnych trendów. Chętnie sięga po przygotowane przez fachowców składanki typu „Pozytywne wibracje” (5 części), „Pinacolada” (3 części), „Pieprz i wanilia”(2 części) i „The Best Smooth Jazz... Ever”. Szczególnie ta ostatnia kompilacja cieszy się wielką popularnością. Jej pierwsza część osiągnęła sprzedaż w nakładzie 75 tysięcy, a druga o połowę mniejszą. Spory sukces w Warszawie odnosi Radio PIN, które gra tego typu muzykę i jest ukierunkowane na dobrze wykształconego słuchacza w wieku 20-45 lat. W tej grupie docelowej pod względem słuchalności stacja zajmuje w stolicy regularnie 2-4 miejsce. Najpopularniejsze ogólnopolskie rozgłośnie radiowe, Radio Zet i RMF FM, kierują swój program do kobiet. W tej kategorii największą polską gwiazdą jest Ryszard Rynkowski, którego najchętniej słuchają panie powyżej 38 roku życia, a jego płyty regularnie rozchodzą się w 100 tysięcznych nakładach. W ostatnich latach jego pozycji wyraźnie zagroził Krzysztof Krawczyk, który dzięki przejściu na „stewartowskie” szeptanie odniósł ogromny sukces z albumami „Bo marzę i śnię...” i „To, co w życiu ważne”. Ten drugi był najchętniej kupowaną płytą polskiego wykonawcy w ubiegłym roku (76 tys.).
Popularność duetu Lipnicka / Porter wykonującego piosenki w języku angielskim pokazuje, że polskie teksty nie są niezbędne do osiągnięcia komercyjnego sukcesu. Pierwszy album pary, „Nieprzyzwoite piosenki” (dominowały również angielskie teksty), rozszedł się w ponad 100 tys. egzemplarzach, a najnowszy może powtórzyć ten sukces. Wieloletni fenomen popularności w naszym kraju Leonarda Cohena, artysty w Stanach Zjednoczonych praktycznie anonimowego, potwierdza, że polscy fani od dawna gustują w „niemodnych”, nastrojowych płytach. Album Cohena, „Ten New Songs” z 2001 roku znalazł w Polsce 136 tysięcy nabywców, co było trzecim wynikiem na świecie. To nie przypadek, gdyż w naszym kraju istnieje długa tradycja piosenki autorskiej i studenckiej. Wśród wykonawców posiadających stałe, wysokie grono wielbicieli od wielu lat jest Grzegorz Turnau i grupa Raz, Dwa, Trzy. Obecnie dużym zainteresowaniem cieszy się najnowszy album Mirosława Czyżykiewicza „Allez”, który już osiągnął sprzedaż prawie 30 tysięcy egzemplarzy.
Wprawdzie Leszek Możdzer jest jazzmanem, ale jego ostatnie nastrojowe płyty, „Piano” i wspólny album z Adamem Makowiczem „At the Carnegie Hall”, idealnie trafiły w gusta wyczulonych na jakość dźwięku, nieco snobistycznych odbiorców. W czasach, kiedy polscy jazzmani cieszą się z nakładów liczonych w kilku tysiącach, obie płyty przekroczyły barierę 20 tysięcy sprzedanych egzemplarzy.
Wysokie ceny płyt zagranicznych wykonawców, sprawiły, że tylko nieliczni z nich mogą liczyć na komercyjny sukces na naszym rynku. Wśród nich prym właśnie wiodą artyści „dla dorosłych”. Norah Jones jak dotychczas sprzedała w Polsce 130 tysięcy swoich dwóch płyt, a trzy części „The Great American Songbook” Roda Stewarta znalazły 122 tysiące nabywców. Bardzo dobrze sprzedaje się każda nowa płyta Stinga i U2 (średnio po 40 tys. egzemplarzy). Album Robbiego Williamsa z swingowymi przebojami „Swing When You’re Winning” jest nie tylko najpopularniejszą płytą tego artysty w naszym kraju, ale też osiągnął godny uznania ponad 70 tysięczny nakład.
Rock jest dziś muzyką najchętniej słuchaną przez sytuowanych przedstawicieli klasy średniej, którzy ponad wszystko cenią sobie muzykę doskonale pasująca do ich wymuskanych mieszkanek i perfekcyjnie brzmiąca na ich wyrafinowanych zestawach hi-fi. Grzegorz Brzozowicz tekst powstał: wrzesień 2005 |